3 października 2015

Agresja lękowa, lękliwość sama w sobie. Z czym to się je?

fot. Zuza Wielgosz

   Z Bridą zawsze były mniejsze lub większe problemy. To mój pierwszy pies - ona uczyła się ode mnie ludzkich zwyczajów, a ja od niej psiej mowy ciała. Polegliśmy na wczesnej socjalizacji katastrofalnie! W głowie mi było tylko przygotowywanie do wystaw i podstaw agility. Teraz, po siedmiu latach, już wiem co jest przyczyną naszych problemów.

   Agresja lękowa.

   A wszystko zaczęło się od niewinnego, choć nieco brutalnego, zachęcenia do zabawy przez sukę owczarka niemieckiego. Wyobraź sobie sytuację gdy Twój szczeniak, będąc na czwartym lub piątym spacerze spokojnie obwąchuje trawę. Skupia się na jednym punkcie, zaczyna kopać, wyrywać trawkę. I wyobraź sobie teraz moment, w którym z impetem, nie wiadomo skąd, na Twojego małego szczeniaka wpada dorosły pies. Twoja mała niewinna kulka szczęścia turla się kilka razy po czym z jazgotem zaczyna ślepo biec przed siebie, a owy dorosły pies za nim! Ja doskonale pamiętam ten moment, myślę, że Brida też.

   Co przez to mamy? Krowa nienawidzi, powtórzę: NIENAWIDZI Owczarków Niemieckich. Długowłosych, krótkowłosych, czarnych, białych (mam tu na myśli Białego Owczarka Szwajcarskiego), rasowych, w typie, a nawet tych, które kompletnie nie przypominają wspomnianych ONków, a jedynie mają podobną maść do tych najczęściej spotykanych - czarną podpalaną. Oczywiście - próbowałam to odkręcić. Nawet jako tako nam się udało. Brida bawiła się z Długowłosym Owczarkiem Niemieckim imieniem Nero. Ba, nawet kilka wakacji pod rząd! Ale tylko jego tolerowała, inne takie psy były z kilometra obszczekiwane i traktowane jak na największego wroga przystało. Problemem w relacji Krowa i Wilczur jest także natura tych drugich. Zgódźmy się z tym, że większość typowych właścicieli tych psów nie zwraca uwagi na ich socjalizację. Gdyby każdy pies nie reagował na Łaciatej zaczepki, tak jak wspomniany Nero lub weteran moich sąsiadów, byłabym przeszczęśliwa. Ale niestety - Dzia warczy, Dzia jeży się, Dzia "bulwersuje", a typowy ONek odpowiada tym ich typowym jazgotem (bo szczekaniem trudno to nazwać).

   Oczywiście, nie mamy problemu tylko z ONkami, ale to od nich wszystko się zaczęło. Teraz szerokim łukiem omijamy także husky, malamuty i niemal wszystkie małe psy, ale jest to agresja "bo tak". Agresja lękowa od tej "bo tak" różni się tym, że ta pierwsza ma w sobie podłoże strachu lub obawy. Brida ujada, bo się boi. Skąd wiem, że się boi? Bo raz dopuściłam do tego, aby ONek (ten weteran wspomniany gdzieś wyżej) podszedł do nas. Co mój agresor zrobił? Nie, nie rzuciła się. Skuliła się w nogach i zaczęła piszczeć jakby ją skalpowali co najmniej. Co z tym zrobię? Nic. Po prostu także i tą rasę omijamy szeeeroookim łukiem.


Lękliwość sama w sobie.

   Tu również zacznę od historii. Bridka miała może 3 miesiące, gdy przeżyła swojego pierwszego sylwestra. Około godziny 21:00 pojechałam z nią i babcią autobusem do centrum. Ot tak, by przewietrzyć pupila i pooglądać świąteczny wystrój na starym mieście. Naokoło już wtedy huczało, a szczeniak nic. Na punkt kulminacyjny, czyli wyczekiwaną godzinę 00:00 dotarłyśmy do domu. Brida wciąż nic. Powiem więcej - poszła spać olewając okrzyki radości, głośną muzykę, fajerwerki za oknem. No po prostu miała to wszystko w głębokim poważaniu. Pies idealny mogłabym rzec :)

  Niestety, kolejne sylwestry nie były tak spokojne. Z roku na rok tylko się pogarszało. Do tego doszedł nie tylko strach przy huku fajerwerek czy petard. Burza, motocykle, ciężarówka lub dostawczak, w którym coś się tłucze, trzepanie dywanów... Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Oczywiście i z tym próbowałam coś robić. Do fajerwerek przyzwyczajałam starym sposobem - puszczania nagranych dźwięków sylwestrowych swawoli. Coraz głośniej i głośniej, aż dudniło w całym mieszkaniu - olewała, spała. No i co z tego, skoro za kilka godzin jakiś bachor rzucił na dworze petardę? No właśnie. Sytuacja teraz wygląda tak, że Krowa boi się wyjść ze mną na dwór. A dlaczego ze mną? Bo to mój pies i to ja wychodziłam z nią we wszystkie sylwestry i to ja towarzyszyłam przy wszystkich hukach i strzałach. Wydaje mi się, że najzwyczajniej źle się swojemu psu kojarzę.

   Dlaczego nie pójdę z tym do specjalisty? Jeden "specjalista" poradził mi używanie kolczatki, a gdy to nie poskutkuje - obroży elektrycznej. Drugi specjalista życzy sobie 300zł za wizytę i poradę. Najnormalniej mnie nie stać! Staram się pracować z psem na podstawie książek i porad, które znajdę na internecie.