1 marca 2016

Nieoficjalne Zawody Agility

fot. Zuza Staniszewska

   Ostatnia niedziela lutego zaczęła się dla mnie o godzinie 3:45. To o tej godzinie niewdzięczny budzik nakazał mi ruszyć cztery litery z cieplutkiej kołderki. Robienie śniadanka, sprawdzenie czy wszystko jest spakowane i dopięte na ostatni guzik. Jest? No to wstawaj Brida, bo Stajnia Borowina czeka!

   Cała droga minęła bardzo przyjemnie. Aż dziw, że pomieściłyśmy się w dwie osoby, Bridą i klatkę z borderem, a także z podręcznymi bagażami w jednym małym fiacie cinquecento :D Na miejscu byłyśmy o godzinie 7, a rejestracja zaczynała się o 9:00. Mogłam spokojnie pospać jeszcze z godzinkę :( Udałyśmy się więc na super śniadanko w postaci hot-dogów i napojów pobudzających, a resztę wolnego czasu spędziłyśmy na drzemce w samochodzie i oczywistym przeglądaniu facebook'a.

   W końcu jest, ktoś przyjechał, coś się dzieje. Potwierdziłyśmy obecność i wyczekiwałyśmy zapoznania z pierwszym torem Jumping Open.

   Ja zestresowana a Brida totalnie nieogarnięta - wąchała piaszczyste podłoże, w skutek czego zaliczyłyśmy pierwszą odmowę przy trójce. Drugiej odmowy nie mogę sobie przypomnieć, a, o zgrozo, usunęłam niechcący filmik z przebiegu... Tor ukończyłyśmy z czasem 1:13. Był to najdłuższy czas na torze, ale oj tam :D Zajęłyśmy 5 miejsce na 11 psów z 10 punktami karnymi na koncie.

   Czas na kolejny przebieg - Jumping Open II.

   Tor mega przyjemny, raczej nieskomplikowany. Całość przebiegała sprawnie, poza pominięciem przez Bridę jednej tyczki w slalomie, co skutkowało błędem wartym 5 punktów karnych. Przebieg zakończyłyśmy w minutę, znowu osiągając najdłuższy czas, ale ale... Bardzo dużo osób zostało zdyskwalifikowanych, więc udało nam się zająć 3 miejsce :D


 
                                                fot. Ewa Kępka

   Po rozdaniu nagród udałyśmy się do samochodu by chwilę odpocząć, napić się i zjeść kanapkę. Kto by pomyślał, że w tym samym czasie trwa zapoznanie z torem openowym... :D Coś mnie tknęło, że nikogo nie ma na dworze, więc poszłam do hali sprawdzić sytuację. No i zastałam "za dwie minuty koniec zapoznania!".
   
   Agility Open:
   Tor zapamiętany "mniej więcej". Zaliczyłyśmy odmowę na stacjonacie z numerkiem 6 - prawdopodobnie źle nakierowałam Krowę :) Po wybiegnięciu z tunelu (8) zapomniałam co dalej, przez co na 9 zaliczyłyśmy kolejną odmowę. Po huśtawce znów zawahanie co dalej, ale sędzina Monika Rylska wyszła nam z pomocą i krzyknęła "dwie hopki i palisada!" :D Owa palisada także okazała się wielkim wyzwaniem. Brida stanęła przednimi łapami na pierwszej strefie i postanowiła zrezygnować - trzecia odmowa oznaczała już dyskwalifikację. No nic, biegniemy dalej. Gruba ma problem ze slalomem prowadzonym na prawą rękę, toteż wyłamała mi się przy pierwszych tyczkach. Postanowiłam polecieć z nią na lewą. Reszta toru poszła już gładko :)

   Agility Open II:
   Tutaj już czatowałam na zapoznanie. Tor dosyć prosty, choć posiadający kilka haczyków. Pierwsza odmowa na dwójce, druga na slalomie. Dochodzę do tunelu 12 i nagle pustka w głowie, co dalej? Szybko spojrzałam na numerek tego tunelu i poleciałam do kolejnego. Jaki był szok gdy się okazało, że zabrali mi numerki i nie wiedziałam, do której dziury mam psa wysłać. Szybka decyzja i... nie to wejście! Dyskwalifikacja :( Z początku byłam okropnie zła, bo gdyby nie to miałybyśmy 2 miejsce... (tak, reszta psów miała dyskwalifikacje), ale z drugiej strony... mogłam lepiej zapamiętać tor ;)
fot. Zuza Staniszewska

   Pełna dumy i podziwu zebrałam się do samochodu, by ruszyć w stronę Lublina. Psy padły, mnie też sen powoli dopadał. Dzień pełen wrażeń z cudowną atmosferą - zdecydowanie wart zapamiętania.