13 maja 2016

Lubelski DogTrekking "Łapa na Szlaku" we Włodawie

Z relacją lepiej późno niż wcale i dopóki pamiętam... :D

   9 kwiecień 2016, pobudka o 6:00 rano. Nieśpieszne śniadanie, ostatnie pakowanie najpotrzebniejszych rzeczy, szybki spacerek na sikupę i... stop. Halo, matka, no co Ty, ja nigdzie nie jadę. HasztagDalmatyńczyk wręcz dodam. Akcja zaduszona w zarodku, pakujemy się do samochodu. Tak szybko minął czas, że o godzinie 7:30 byłyśmy już po Angelikę i DJa, a o 8:00 odebrałyśmy dwie wolontariuszki i ich podopiecznych ze Schroniska dla Zwierząt w Lublinie. Droga minęła przyjemnie i Brida nawet grzecznie znosiła psich towarzyszy w JEJ autku. około 9:15 byłyśmy na miejscu startu, czyli niemal w ostatniej chwili rejestracji na dystansie 25km, na którym miała biec Angelika. Wraz z Krową stwierdziłyśmy, że 15km będzie dla nas wystarczające :D

fot. Adam Wiejak

   Czas naszego startu dłużył się niemiłosiernie. Gdy nareszcie dostaliśmy mapy do ręki adrenalina tak mi skoczyła, że aż Brida stwierdziła, iż te wszystkie psy stoją zdecydowanie zbyt blisko jej kręgu bezpieczeństwa. Ale organizatorzy ostrzegali o takich akcjach.. Nadszedł czas na wskazówki dotyczące punktów kontrolnych, a ja uświadomiłam sobie, że nie mam żadnej kartki. Ale od czego ma się kilka stron notatnika na końcu książeczki zdrowia... :D



   I odliczanie! Dziesięć, dziewięć... Trzy, dwa, jeden... Ruszyyyylii! Biegniemy przez śliski mini mostek, potem przez błotko, tratujemy innych, dzieciom zabieramy lizaki. Wyścigówka, rajdówka, szybkość światła!!! No to czas na kupę... Tak Bridziu, jesteś najlepszą jędzą na ziemi, mówiłam już to kiedyś? :D Połowa wyprzedzonych była już przed nami, jednak szybko nadrobiłyśmy wcześniejszą pozycję. Większość punktów kontrolnych mijała bezproblemowo, jedynie bufetowy wszystkich zagiął. Potem okazało się, że został źle zaznaczony na mapie.




   Większość biegu odbywała się lekkim truchtem, bez pośpiechu. Tempo dostosowane tylko i wyłącznie do Bridy. Sucz z resztą ogromnie mnie zaskoczyła, ponieważ wcale nie było po niej widać zmęczenia. Dzielna krówka! :D Ostatni kilometr był najtrudniejszy. Ledwo zipiąc zapewniałam Grubą, że to już koniec, meta, jedzonko, a ta nic! Jeszcze drugie tyle by przebiegła :D Jestem tak ogromnie z niej dumna... Serducho rośnie gdy udowadnia mi, że potrafi, że mimo bycia jędzą wciąż potrafi zaskakiwać i wcale nie jest taką leniwą, grubą krową na jaką wygląda :P Na metę dobiegłyśmy po prawie trzech godzinach, pokonując około 18km. Tak, ukochane Endomondo jak zwykle miało problem zarejestrowaniem trasy. Ale oj tam, 5 miejsce i tak mamy :) A nawet na loterii wygrałyśmy bajerancki scyzoryk!