10 sierpnia 2017

pasta ZymoDent


Dbanie o zdrowie zębów czworonogów jest tak samo ważne jak stan naszych. Nie warto być takim przebrzydłym leniem jakim jestem ja i pozwalać narastać kamieniowi nazębnemu u psa. Takie zaniedbanie prowadzi do psucia się, a w efekcie do utraty jakże potrzebnych ząbków. Postanowiłam przetestować produkt ZymoDent na jamie ustnej mojej weteranki.
Uwaga. Poniższa recenzja zawiera nieprzyjemne dla oka zdjęcia.


   Pasta ZymoDent jest pastą enzymatyczną, czyli zawierającą naturalnie występujące enzymy (laktoperoksydaza, laktoferyna, lizozym i oksydaza glukozowa), które rozpuszczają osad i likwidują drobnoustroje ograniczając ich obecność w jamie ustnej. Silny efekt bakteriobójczy zapewnia również sól izotiocyjanianowa. Kolejnym ze składników jest środek abrazyjny, który delikatnie i łagodnie przyczynia się do mechanicznego oczyszczania zębów.

   Za usuwanie przykrego zapachu z pyska odpowiedzialne są jony cynku, które wiążą lotne związki siarki, a dodatkowo wspomagają gojenie i regenerację dziąseł. 

Więcej o tym produkcie TUTAJ.
   


   Opakowanie pasty jest bardzo przyjemne do trzymania, a pompka fajnie przemyślana i nic się na około jakoś bardzo nie brudzi ;) Na opakowaniu jest rozpisane porcjowanie dostosowane do wagi naszego zwierzęcia. Dla Bridy wynosi ono 3 porcje, czyli 3 naciśnięcia pompki. 

   Zestaw zawiera gumową szczoteczkę, która ma ułatwiać cały proces mycia. Dla małych piesków i innych zwierzątek raczej będzie za duża, ale podobny efekt powinien przynieść zwykły płatek kosmetyczny.

   Ja te 3 porcje rozłożyłam na 4 mniejsze i kolejno czyściłam kły i trzonowce. W ten sposób nie marnowałam pasty, która czasami "rozlewała się" po całej jamie ustnej. Tutaj bardzo przydaje się nauczenie pieska grzecznego znoszenia tego typu zabiegów ;) Krówce bardzo posmakowała pasta i z rozkoszą ją chciała zlizywać.

   Szczoteczkę zakłada się na palec jak naparstek. Jest wygodny i u mnie mimo obaw nie zsuwał się ani nie przekręcał. Poza ułatwianiem czyszczenia zębów chroni również przed ugryzieniem ;)

Teraz przejdźmy do efektów. Tak, Brida ma bardzo zaniedbane zęby. To testowanie dało mi wiele do myślenia. Warto dbać o to czego nie widać na pierwszy rzut oka. Jak widać twarde gryzaki u nas niezbyt pomagają.

Przed:
   Widać liczny osad i przebarwienia, uszczerbek w kle (mechaniczny, sprzed dobrych kilku lat) oraz zaczerwienione dziąsła.

Po:
   To efekt codziennego czyszczenia zębów przez prawie dwa tygodnie. Dlaczego tak krótko? Otóż po skontaktowaniu się z weterynarzem uznaliśmy, że używanie pasty nie przyniesie efektu super białych zębów bez kamienia. Potrzebna jest ingerencja stomatologa. Takie mam szczęście, że na "naszą" panią stomatolog czekamy już szmat czasu z różnych przyczyn...

   Efekt używania pasty ZymoDent jest, widać go gołym okiem. Płaty kamienia nazębnego odchodziły od zęba po podważeniu paznokciem. Znacznie rozpuścił się w przeciągu tych niecałych dwóch tygodni. Przebarwienia i zaczerwienione dziąsła pozostały. 

Podsumowując:
Dbanie o psie ząbki jest cholernie ważne! I mam nadzieję, że powyższe zdjęcia Was do tego przekonują. Pasta ZymoDent świetnie sobie daje radę, pod warunkiem, że zęby naszego pupila nie są tak zapuszczone jak u Bridy. Nie mam zdjęć, bo Kjuczek nie chce ze mną współpracować, ale od jakiegoś czasu szczotkuję także jego ząbki i widać pozytywne tego skutki. Totalnie nie mam nic do zarzucenia i ten produkt otrzymuje ode mnie łapki w górę!